Cesarskie cięcie na życzenie? Dlaczego właśnie cesarka?

Witajcie, dziś chciałabym poruszyć temat, który moim zdaniem jest baardzo, ale to baardzo kontrowersyjny… Coś jak seks, homoseksualizm, polityka i tak dalej, czyli w moim rozumieniu, ilu ludzi- tyle głosów.
A na koniec opowiedzieć własną historię w temacie.

Zacznę od tego, że byłam bardzo zaskoczona kiedy na pewnym forum zobaczyłam pytanie ciężarnej dziewczyny, czy w moim mieście jest coś takiego jak „cesarskie cięcie na życzenie”, ale nie zdziwiło mnie pytanie, a odpowiedzi pod spodem!
Znalazły się może ze dwie dobre duszyczki, które wyjaśniły, że nie ma w ogóle czegoś takiego, a cała reszta? Cała reszta zaczęła atakować dziewczynę jakby co najmniej popełniła jakąś zbrodnię, nie banalną tylko taką jak dzieciobójstwo czy pedofilia.
Może i moje słowa są ostre, ale ich również takie były.
Byłam przerażona i z każdym kolejnym komentarzem, który przyszło mi przeczytać coraz bardziej przestawałam wierzyć, że coś takiego może mieć w ogóle miejsce!
Dziewczyna z komentarzy dowiedziała się, że żadna z niej matka, że jest samolubna, leniwa, że kiedy ona będzie miała cesarkę na życzenie to ktoś kto będzie potrzebował anestezjologa (który będzie ją właśnie znieczulał) umrze. To jedynie próbka ostrego języka owych pań.
Dlaczego mnie to dziwi?
Dziwi mnie ponieważ tak wiele ludzi w Polsce chce mieć wpływ na życie innych, na wybory jakie podejmują. To wiąże się ze wszystkim, z aborcją, eutanazją, ale że z porodem?
Moje zdanie na ten temat jest takie: każdy powinien rodzić tak jak ma na to ochotę, jeśli Twoim marzeniem było rodzić w bólach i cierpieniu przez kilka godzin to proszę bardzo! Możesz sobie rodzić, nic mi do tego, ale nie miej za złe mi, że wybrałam inną drogę!
Szanuję każdy z tych wyborów, wierzę też, że nie są podejmowane pod wpływem chwili, a są przemyślane i każda z mam wybierze to co dla niej najlepsze.
Każdy ma prawo do zachowania swojej godności, a godność jest wolnym wyborem, więc nie miałabym nic przeciwko gdyby była możliwość takiego wyboru.

Biorąc pod uwagę to co już napisałam pewnie doszłyście do wniosku, że ja wybrałam cesarskie cięcie i nie jest to błędny wniosek, ale to nie do końca tak, więc przedstawię wam moją historię.
Odkąd zaczęłam w ogóle myśleć o ciąży wiedziałam, że nie urodzę naturalnie, że nie chcę rodzić w ten sposób.
Bałam się o swoje zdrowie, o zdrowie dziecka, o jakość późniejszego życia seksualnego, w efekcie trzymałam się tego zdania rękoma i nogami, było wiele osób, które chciało przekonać mnie o braku słuszności, ale miałam również wsparcie w postaci mojej ukochanej mamy, siostry która przeszła trzy cesarki, męża a nawet teściów!
Myślicie, że to samolubny wybór? A ja za samolubny wybór mogę uznać chęć rodzenia naturalnie, żeby mieć kolejne przeżycie w swoim zbiorze narażając tym samym zdrowie dziecka w związku z powikłaniami, które zdarzają się dosyć często.
No i stało się! Kiedy udało się nam zajść w ciążę wybrałam najlepszego moim zdaniem lekarza prowadzącego w moim mieście. Za najbardziej bezpieczną opcję dla siebie wybrałam wizyty w prywatnej klinice, u człowieka, który prowadził jedną z ciąż mojej siostry i była bardzo zadowolona. Jak wiele innych pań, z których zdaniem zapoznałam się w okresie poszukiwania odpowiedniego ginekologa- położnika.
Już na pierwszej wizycie w 7 tygodniu ciąży zaczęłam mówić o cesarskim cięciu, doktor grzecznie mnie zbył i uznał, że na dzień dzisiejszy nie widzi takiego powodu i cesarki nie będzie!
Przy każdej kolejnej wizycie sytuacja wyglądała tak samo, ja swoje, on swoje.
Oczywiście tłumaczył mi, że kobieta została tak stworzona, żeby to przeżyć, że nie jestem ani pierwsza ani ostatnia, że będzie przy porodzie i dopilnuje aby wszystko poszło zgodnie z planem, że cesarskie cięcie to operacja,która może wiązać się z powikłaniami, ciężej kobieta dochodzi do siebie, nie odzyskuje sprawności czasem do końca swoich dni.
Jego argumenty choć jak najbardziej prawdziwe, wcale mnie nie przekonywały więc wciąż przy każdej kolejnej wizycie mówiłam o tym, że nie chcę rodzić naturalnie.
Doktor kazał mi pójść do szkoły rodzenia twierdząc, że zmienię po tym zdanie, ale wzmogło to we mnie jedynie strach i przekonanie, że poród naturalny nie jest dla mnie.
Później spotkałam znajomą, która natrafiła na mojego lekarza prowadzącego na porodówce i okazało się, że mimo jej budowy nie chciał przeprowadzić cesarskiego cięcia, męczyła się przez pięć godzin i dopiero później uznano, że jest zbyt wąska by urodzić więc zabrano ją na salę operacyjną.
Wtedy już wiedziałam, że jestem w dupie!
Ktoś wówczas podsunął mi pomysł, aby dać lekarzowi w łapę i to powinno rozwiązać mój problem.
Tak więc zebrałam z mężem i rodzinką okrągłą sumkę i na wizycie znów poruszyliśmy temat cesarki, ale tym razem mówiąc o tym, że za nią zapłacimy.
Lekarz zdenerwował się, oznajmił, że nie chodzi mu o pieniądze wyznaczył kolejną wizytę i „wyrzucił” nas z gabinetu.
I wtedy w 28 tygodniu ciąży stało się coś co zmieniło jej bieg, nagle poczułam ogromny ból w prawym boku, coś nie do opisania! Trafiłam do szpitala, spędziłam w nim noc i zdiagnozowano u mnie kolkę nerkową. Twierdząc, że przejdzie odesłano mnie do domu.
Kiedy po kolejnych 8 godzinach ból nie przechodził a jedynie się nasilał do tego stopnia, że miałam ochotę pogryźć kafelki w całym domu, trafiłam do innego szpitala w moim mieście i stamtąd odesłali mnie do jeszcze innego jakieś 60 kilometrów dalej.
Ból był nie do zniesienia, ale wiedziałam, że to jedyne wyjście aby ktoś mi pomógł więc w środku nocy z mężem i mamą ruszyliśmy w drogę do innego miasta gdzie z miejsca przyjęto mnie na oddział.
Zdiagnozowano 5 kamieni i zakażenie nerek, w szpitalu na hospitalizacji spędziłam 2 najdłuższe tygodnie mojego życia, wyleczyli zakażenie, ból przeszedł i wróciłam do domu.
Na wizycie u doktora powiedziałam o tym co mi się przydarzyło licząc na to, że teraz to już należy mi się cesarka, jednak doktor wciąż się nie godził popierając swoje słowa listą chorób jakie są wskazaniem do cesarki, nie było w nich kamicy.
Zlecił milion badań i kazał uważać ostrzegając przed wodonerczem i 12 dni później pogotowie zawiozło mnie do szpitala , w którym poprzednim razem spędziłam 14 dni.
Diagnoza była podobna, ale tym razem okazało się, że nerka jest zatkana i nabiera płyny pęczniejąc jak balon. Wodonercze!
Założono mi cewnik DJ- taka przyjemna nazwa i znów po 2 tygodniach wróciłam do domu.
Jak się domyślacie moje pole manewru zostało poszerzone o cewnik więc znów zaczęłam domagać się cesarki i znów mi odmówiono.
Dopiero kiedy trzecim razem z kolką trafiłam do szpitala w moim mieście i spotkałam na oddziale doktora powziął decyzję, że nie będą mnie męczyć i jeśli coś takiego zdarzy się raz jeszcze urodzę przez cesarkę.
Tak też się stało, dnia 3 lipca na 12 dni przed ustalonym terminem o godzinie 14.07 mój doktor przywiódł na świat moją córcię drogą cesarskiego cięcia.

Dlaczego piszę o tym wszystkim? Bo chciałabym, żeby kobiety, które tak zażarcie bronią naturalnych porodów zrozumiały, że są dziewczyny, które desperacko boją się porodu i nie chcą do niego dopuścić! Stresować się całą ciążę, nie móc się nią cieszyć z powodu braku wyboru, czy to aby na pewno jest ludzkie?
Cała ta przygoda wiele mnie nauczyła, dzięki niej poznałam człowieka z ogromnym powołaniem i jeśli kiedykolwiek zajdę w ciążę znów będę prowadzić ją u doktora Macieja. Tym razem już będę miała wybór i wiecie co? Po raz kolejny postawię na cesarkę.
W żadnym wypadku nie czuje się mniej wartościową mamą bo moje dziecko nie przyszło na świat drogami natury.
Jestem prawdziwą mamą z prawdziwego zdarzenia czy to się komuś podoba czy nie!

Pozdrawiam was serdecznie i do napisania!

3 comments on “Cesarskie cięcie na życzenie? Dlaczego właśnie cesarka?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *